Kulinarny algorytm zrealizowanych marzeń

Witaj. Dziś mam okazję powiedzieć dzień dobry po raz pierwszy wszystkim czytelnikom portalu naTemat.pl. Chcę tę okazję wykorzystać, aby podzielić się z Tobą moimi kilkoma spostrzeżeniami na temat drogi do realizacji marzeń, na podstawie kilku własnych doświadczeń. Należę do grona ludzi, którzy mają tą niesamowitą możliwość stwierdzenia, że są szczęśliwi, co bynajmniej nie oznacza życia bez problemów. Wręcz przeciwnie. Podążanie drogą szczęśliwego życia, w moim przekonaniu oznacza zaakceptowanie nadchodzących problemów, przemianowanie ich z kategorii problem na wyzwanie, rozwiązanie go i dalszy marsz własną drogą, z większym doświadczeniem, większym uśmiechem i większą pewnością, że z następnym wyzwaniem też sobie poradzisz. Wróćmy jednak do marzeń. Zapewne tak samo jak Ty na różnych etapach swojego życia miałem różne marzenia - te dziecięce, te młodzieńcze, te dorosłe, te o których wstydzę się mówić na głos i te, które dopiero się pojawią. Jakiś czas temu postanowiłem poszukać klucza do tego jak sprawić, żeby marzenia przeistaczać we wspomnienia osiągniętych sukcesów. Zacząłem od zrobienia bilansu dawnych marzeń i skonfrontowania ich z rzeczywistością. Teraz, chcę się z Tobą podzielić wnioskami.

Gdy byłem dzieckiem, byłem tak nieśmiały, że wstydziłem się odzywać do koleżanek w klasie. Wykonanie telefonu, żeby umówić się na pierwszą randkę kosztowało mnie dwie bezsenne doby i godziny obgryzania paznokci. Mając lat 10 albo 11 i nie mając żadnego pojęcia o strategiach myślenia i technikach osobistej zmiany, którymi dziś zajmuję się na co dzień, podjąłem postanowienie, że to się zmieni. Stworzyłem sobie bardzo jasną wizję siebie, jako takiej osoby, którą bardzo chciałem się stać. A chciałem stać się pewnym siebie, swoich wartości i wartości wypowiadanych słów człowiekiem.

I zacząłem przełamywać własne lęki i obawy. Zacząłem inicjować rozmowy i udawać, że dobrze się z tym czuję, chociaż gdzieś wewnątrz byłem paraliżowany własnymi demonami, że zostanę odrzucony. I gdy wracałem do domu, czułem się jakby przejechał mnie czołg, a jednocześnie wiedziałem, że drobnymi kroczkami drobię w swoją stronę.

Czy znasz ten stan, kiedy z nieznanych Ci przyczyn po prostu cholernie się czegoś boisz i bardzo Ci to przeszkadza?

Przypomniałem sobie tamten obrazek z dzieciństwa kilkanaście lat później, kiedy jako ekspert wystąpień publicznych stałem na scenie przed kilkoma tysiącami ludzi i emanowałem radością z tego jak żywiołowo reaguje moja publika. Zrozumiałem wtedy, że te drobne kroczki przez wiele lat, zabrały mnie dużo dalej niż w ogóle odważyłem się zamarzyć w dzieciństwie. Dziś uwielbiam pracę na scenie i poznawanie nowych ludzi.

Gdy byłem nastolatkiem poznałem klimat ogniska nad jeziorem okraszonego dźwiękami gitary. I zacząłem pałać marzeniem do tego, aby grać na gitarze. Warto nadmienić, że słuch muzyczny miałem taki, że byłem w stanie z grubsza rozpoznać kiedy muzyka gra, a kiedy nie gra. Co więcej, jestem leworęczny, a to wiązało się z tym, że kiedy już nawet nauczyłbym się grać, to na każde ognisko musiałbym nosić własny instrument. Pamiętam, że zmusiłem mamę, żeby kupiła mi pierwszą gitarę i siedziałem w domu, starając się zrozumieć muzykę. W głowie miałem jedną wizję... że któregoś dnia zagram koncert. Siedziałem z tą gitarą kilka lat, po kilka godzin dziennie, ucząc się słyszeć, ucząc się czuć rytm, a przede wszystkim ucząc się grać jak praworęczni, na przekór własnym naturalnym uwarunkowaniom. Przez długi czas wszyscy wokół mieli tego dosyć i dość często słyszałem, że są dla mnie lepsze zajęcia niż gra na gitarze, do której rzekomo nie mam predyspozycji. Im częściej to słyszałem, tym ciężej ćwiczyłem.

Czy znasz te chwile, kiedy wszyscy wokół mówią Ci, że nie dasz rady czegoś zrobić, a Ty i tak wiesz swoje i to robisz?

Przypomniałem sobie to kiedy pierwszy raz stałem na scenie wraz z grupą przyjaciół, z którymi założyliśmy zespół coverowy. Tego dnia wiedziałem, że cała energia tych kilku lat ćwiczeń jest skumulowana we mnie, właśnie w tym momencie, kiedy realizuje się moje wielkie marzenie.

Gdy byłem na studiach marzyłem o tym aby być dziennikarzem. Studiowałem Filologię Polską ze specjalizacją dziennikarską, gdzie jeden z wykładowców wpajał nam – studentom do głów, że jedyną drogą do tego aby zostać dziennikarzem, jest zdobyć wyższe wykształcenie i liczyć na cud. A mi studia nie szły. Trzy razy byłem na pierwszym roku. Może dlatego, że zamiast uczyć się do sesji zajmowałem się szukaniem swoich pasji i realizowaniem szalonych pomysłów, które były moimi mniejszymi lub większymi marzeniami. Tak czy inaczej po pięciu latach studiowania byłem na drugim roku, co w tym tempie i wedle wersji mojego wykładowcy odkładało szanse zostania profesjonalnym dziennikarzem na wiele lat później. Gdy na innych zajęciach dowiedziałem się, że wykładowcami na kierunku dziennikarstwa są ludzie, którzy po studiach zostali na uczelni, bo nie udało im się w zawodzie dziennikarza, wyszedłem z wydziału, zamknąłem za sobą drzwi i zrozumiałem, że droga do realizacji tego marzenia leży gdzie indziej.

Czy znasz te chwile, kiedy ktoś mówi Ci, że coś jest niemożliwe tylko dlatego, że jemu akurat się nie udało?

Pół roku później zostałem redaktorem w największej stacji informacyjnej w Polsce. Przepracowałem siedem lat w rozgłośniach radiowych i dziewięć lat w stacjach telewizyjnych. Studiów nie udało mi się dokończyć. Nie miałem na to czasu. Gdy byłem na tych samych studiach, ale odrobinę wcześniej to marzyłem o podróżowaniu po świecie, na które wówczas nie było mnie stać. Przechadzając się pewnego razu po wydziałowym korytarzu znalazłem informację o możliwości wyjazdu na wymianę studencką. Powstało we mnie wielkie marzenie studiowania za granicą. Złożyłem wniosek u wydziałowego koordynatora projektu, a ten spojrzał na mój indeks, spojrzał na mnie i oświadczył, że na wymianę jadą tylko najlepsi studenci, a moja średnia, która wynosiła 3,6 sytuuje mnie w takiej odległości od najlepszych, w jakiej znajduje się obecnie polska piłka nożna w stosunku do liderów rankingu FIFA. Niemniej jednak wniosek przyjął i życzył szczęścia.

Czy znasz takie chwile, kiedy nikt oprócz Ciebie nie wierzy w Twój rezultat, ponieważ nie mieścisz się w ich rubrykach?

Pół roku później wysłałem mu pocztówkę z Uniwersytetu w Tampere jako świeżo przybyły student z wymiany. Być może nie wszystko zależy od Ciebie, na pewno nie zawsze, ale kiedy czegoś bardzo chcesz, to w ten czy inny sposób, świat zaczyna Ci pomagać. Pamiętam swoją zdziwioną minę, którą miałem gdy pytałem w dziekanacie, jak to się stało że jednak jadę. Wszak miejsca były 2, osób zgłoszonych 7, a ja z moją średnią zajmowałem honorowe ostatnie miejsce. – Pięć osób zrezygnowało. – usłyszałem w odpowiedzi. Gdy stałem się dorosłym człowiekiem, odkryłem swoją misję i swój cel. Swoją drogą mam wrażenie, że dorosłość osiągnąłem niedawno, chociaż mam już ponad 30 lat. Dorosłość, nie ma nic wspólnego z wiekiem. Tak czy inaczej, gdy dorosłem postanowiłem zostać trenerem rozwoju osobistego, zamieniać marzenia w cele, realizować je i każdego dnia podnosić własne standardy życia oraz pomagać robić to samo innym ludziom. Pracowałem wtedy w mediach i miałem całkiem stabilną pozycję. Gdy opowiedziałem ludziom wokół, że będę robić coś zupełnie innego, że zakładam firmę i zaczynam tworzyć własną niszę, pukali się w głowę i mówili, że robię błąd, bo przecież mam etat i stabilizację. Zrobiłem zatem to co zawsze. Podziękowałem im za opinię i założyłem Polską Akademię Rozwoju Osobistego. Kolejne marzenie jest w realizacji.

Zbierając w całość te wszystkie doświadczenia wyłonił mi się algorytm tego, jak osiągać swoje cele, jakiekolwiek by nie były. Teraz chcę się nim z Tobą podzielić. Jako że lubię gotować, a specjalizuję się w gotowaniu zup, opowiem Ci to w postaci kulinarnej metafory.

Potrzebujesz dużego garnka. Wielkość garnka zależy od wielkości Twoich marzeń. Może to być nawet sagan. Zostawiając z boku opinie innych ludzi, którym zdarza się dawać „dobre” rady nakłaniając Cię do puknięcia się w pusty sagan, zacznij tę przestrzeń wypełniać. Umieść w nim jasną wizję swojego celu i tego, co chcesz osiągnąć. Nieważne jak bardzo możliwe albo niemożliwe wydaje Ci się w tym momencie zrealizowanie swojego marzenia. Ono zrealizuje się za jakiś czas, a Ty wtedy będziesz już innym człowiekiem, z dużo wyżej ustawioną poprzeczką tego co jest możliwe. Każde wielkie marzenie rozpoczyna się od wizji, celu i pierwszego kroku. Tak samo jak każda nawet najdalsza i najpiękniejsza podróż musi zacząć się od wyjścia z domu. Skoncentruj się na tym co chcesz osiągnąć, zamiast tego czego nie chcesz mieć w życiu. Kiedy gotujesz zupę zastanawiasz się nad tym, co do niej dodać, żeby smakowała tak jak chcesz, zamiast myślenia o tym czego nie dodawać, żeby smakowała tak jak tego nie chcesz. Dodaj do tego konsekwencję. Dużo konsekwencji... bardzo dużo konsekwencji. Bez względu na to jakie przeszkody napotkasz po drodze, bądź konsekwentny. Weź opinie innych ludzi i znajdź sito. Opinie innych bywają bardzo cennymi wskazówkami, aczkolwiek nadal pozostaną jedynie wskazówkami. Zacznij odcedzać przez to sito wszystkie opinie, dodając do swojego wywaru jedynie te, które wspierają Twoje dążenie do celu. Ze wszelkich negatywnych opinii zabierz tylko to, co wartościowe, wyciągnij z tego mądrość, która płynie ponad personalnym kontekstem, a resztę odłóż na bok. Te reszta jest zbyteczna. To, że ktoś nie wierzy w Twój sukces oznacza tylko i wyłącznie jedno. Ten ktoś nie osiągnie tego co Ty zamierzasz. Każda, absolutnie każda opinia nawet największego autorytetu, nadal jest jedynie opinią, z którą możesz się zgodzić albo ją odrzucić.

Tak samo jak ten wpis jest jedynie moją opinią, którą stworzyłem na bazie własnych doświadczeń i chcę dać ją teraz Tobie, żebyś skorzystał z niej w taki sposób i w takim stopniu w jakim będzie to dla Ciebie przydatne. Zacznij to wszystko gotować, dodając emocji, ekscytacji i podnosząc swoją żądzę osiągnięcia celu do takiego momentu, w którym Twoje marzenie zacznie w Tobie wrzeć. Emocje nadadzą Twoim celom energii, której potrzebujesz do działania. Tak jak wszystkie decyzje, które podejmujesz mają swoje podłoże w emocjach, tak samo każde marzenie staje się bliższe realizacji, kiedy nadajesz mu pozytywnych wibracji. Kiedy już osiągniesz temperaturę wrzenia, pozwól działać innym siłom. Daj czas i przestrzeń na to, aby Twój produkt nabrał smaku i właściwej konsystencji, daj mu się pogotować. Gratyfikacja zawsze jest odłożona w czasie w stosunku do podjętego działania. Konsekwentnie pielęgnuj swoje marzenie i pomagaj mu się rozwijać. Przyjdzie w końcu taki moment, kiedy będziesz mógł skosztować swojego dzieła, a świat wokół będzie mógł powiedzieć Ci jedno słowo.

Smacznego.
Trwa ładowanie komentarzy...