4-latki do szkół

Święte oburzenie przeciwko temu, żeby 6-latki poszły do szkół to jeden wielki "pic na wodę". Szanowne grono odpowiedzialne za edukację w naszym kraju, powinno pochylić się nad tym jak uczyć, a nie kiedy posłać dzieci po raz pierwszy w mury polskiego szkolnictwa. Zamiast toczyć płowy bój, który jest tematem zastępczym, wystarczy się rozejrzeć i zobaczyć jak działają inni. Oto przykład.

Niedawno miałem okazję odwiedzić jedną z holenderskich szkół na zaproszenie lokalnych organów tamtejszej administracji. Jakież było moje zaskoczenie tym co zastałem na miejscu.
Ku wprowadzeniu powiem tylko, że szkoła mieści się w 45-tysięcznej miejscowości i w przełożeniu na nasz system edukacji pełni rolę zawodówki. Uczęszczają tam uczniowie w wieku 12-16 lat.
Zwiedzanie szkoły zaczęliśmy od samochodówki. Tu jeszcze zdziwienie było stosunkowo małe, aczkolwiek jakość warsztatu, który wszak był pracownią dla uczniów dawał do myślenia. Wyglądał tak:

Potem przeszliśmy do części szkoły, która pełniła funkcję gastronomika, gdzie podjęto nas obiadem. Nie oglądam zbyt wielu programów reality show, w których aspiranci na szefów kuchni prześcigają się w kulinarnych zapędach, ale pobyt w holenderskiej stołówce i konsumowanie dań przygotowanych przez uczniów pod okiem nauczyciela-szefa kuchni sprawiło, że poczułem się jakbym w takim programie uczestniczył. Albo przynajmniej wystrój był bliźniaczo podobny. Nowiuteńka, pięknie wyposażona kuchnia i sala jadalna, której może pozazdrościć niejedna restauracja robiły wrażenie.

To jednak był dopiero początek wycieczki. Jako byłego radiowca i amatora gitarzystę bardzo zainteresowała mnie pracownia muzyczna. Po obejrzeniu warsztatu i kuchni byłem już nieco bardziej przygotowany na to co ma nastąpić, ale zestaw instrumentów do dyspozycji uczniów, składający się z 8 gitar, 4 syntezatorów, pianina, perkusji i specjalnego patio koncertowego na moment wrył mnie w ziemię. Przypomniałem sobie swoje lekcje muzyki w szkole, które co prawda były dość dawno, ale odbywały się w szkolnej świetlicy, w której stało jedno pianino i zrobiło mi się trochę smutno.

To co jednak przywołało olbrzymi uśmiech na mojej twarzy, to wejście do studia muzycznego, które było tuż obok pracowni. Tutaj dyrektor szkoły zainicjował swoją opowieść, mówiąc:
- Popatrz, to są drzwi do studia. Ponaklejaliśmy tu okładki płyt gwiazd muzyki, takich jak Michael Jackson, Tina Turner, Madonna, a pomiędzy powklejaliśmy lustra. Jak dzieciaki przychodzą do studia, to stawiamy je przed lustrami i mówimy im: zobacz, tu jest Tina, tu Madonna, a tu jest miejsce dla Ciebie.

W tym momencie Pan dyrektor miał już całą moją uwagę, a ja nie mogłem się doczekać, co zobaczę za chwilę. Wiele razy myślałem o tym, jakbym chciał, żeby wyglądała moja szkoła, w której się uczyłem. W tym momencie w niej byłem. Dyrektor zabrał mnie dalej i powiedział, że pokaże mi coś ekstra. Zabrał mnie do kolejnej pracowni i pokazał tablicę, która wisiała na ścianie i wyglądała jak rozdzielnia, tyle że miała kilka wejść usb.
- Popatrz, na tej tablicy dzieciaki uczą się tworzyć systemy zarządzania energią elektryczną w domu za pomocą telefonu, a potem przychodzą ze swoimi aparatami zgrywają aplikację i mogą to wdrożyć u siebie w domu. - W tym momencie moja szczęka leżała już na podłodze. Przypominam, że szkoła mieści się w miejscowości wielkości Zgierza lub Trzebnicy i jest zawodówką dla dzieci w wieku 12-16 lat.

Jako, że zawsze kiedy jestem za granicą robię co mogę, żeby kreować jak najlepszy wizerunek swojego kraju, to starałem się zachowywać normalnie. Nie wiem jak wyszło mi udawanie, że to co widzę u nas nie jest normą, ale sądzę, że iskierki w moich oczach oraz pytanie, które miałem za chwilę zadać odkryły moje karty
- A ta Wasza szkoła to jest eksperymentalna? - Zapytałem.
- Nie, wiele szkół w Holandii jest takich. - Odparł dyrektor i kontynuował opowieść. - W naszej szkole, w wielu miejscach przewijają się trzy symbole: ręka, głowa i serce. Ręka, która podkreśla wagę zdolności praktycznych, głowa, która symbolizuje wiedzę i serce, które podkreśla rangę spójności, rozwoju i pasji.
Bingo. Na to zdanie czekałem. Trafiłem do szkoły, jakie chcę widzieć w Polsce. Szkoła z mojej głowy istnieje naprawdę. Podjąłem decyzję, że jako trener rozwoju osobistego będę wspierać nauczycieli, dyrektorów i innych przedstawicieli systemu edukacji w Polsce, którzy właśnie tak pojmują pojęcie edukacji i dążą do podniesienia standardów na naszym podwórku. Jeśli taki system działa 1500 km od polskiej granicy, to możemy zrobić to też u nas.
W tamtym momencie kontynuowałem jednak rozmowę z Panem dyrektorem, który zapytał mnie czym się zajmuję. Odparłem, że jestem trenerem personalnym i trenerem NLP. Mając na względzie fakt, że wielu polskich nauczycieli, słysząc hasło NLP, traciło ochotę na dalszą rozmowę ze mną, uważając, że to oszustwo i manipulacja, byłem ciekaw jak zareaguje dyrektor. On popatrzył na mnie i odparł:
- NLP? Tak, kończyłem kursy. Jak mam być szczery, to są to moje podstawowe narzędzia do tego, żeby uczyć nauczycieli, jak mają uczyć dzieciaki. - Nie chciałem stamtąd wychodzić.
- A jak wygląda system edukacji w Holandii? W jakim wieku dzieci zaczynają edukację? - Zapytałem z ciekawością.
- Mogą zacząć mając 4 lata.



I TO DZIAŁA. Ot i sedno całej sprawy. Właśnie dlatego wkurza mnie, jak słyszę bezsensowne kłótnie o to czy 6, czy 7 lat jest odpowiednim wiekiem na rozpoczęcie nauki. TO KOMPLETNIE NIE O TO CHODZI. Chodzi o to czego i jak będziemy uczyć następne pokolenia. Chodzi o to, kiedy uda nam się zmienić skostniały system edukacji, który uczy rzeczy kompletnie nieprzydatnych, a nie uczy podstaw egzystowania w dorosłym życiu.

Nigdy nie przydała mi się w życiu wiedza na temat budowy pantofelka. Jak również, czas past perfect continuous, który był wymagany na egzaminie, nie był mi nigdy potrzebny do komunikacji w języku angielskim. Pomimo, że przez pół roku prowadziłem anglojęzyczną audycję w fińskiej rozgłośni radiowej. Uczenie się na pamięć danych na temat wydobycia węgla kamiennego w Polsce w latach 60-ych też uważam za bzdurę.

Przeraża mnie za to, że dziś, kiedy pracuję jako trener z bardzo wykształconymi ludźmi, to muszę im pomagać w artykułowaniu siebie i tym, jak mają sobie radzić ze stresem, brakiem pewności siebie i brakiem celów w życiu, bo w szkole nikt nawet nie wspomniał o takich możliwościach. Sam też wcześniej musiałem poświęcić kilka lat i małą fortunę na poszukiwania i zdobycie wiedzy, która faktycznie przydaje mi się dzisiaj. Gdy kończyłem szkoły mówiono mi, że jak zdobędę wykształcenie i będę ciężko pracował, to świat na mnie czeka otworem. Skończyłem i nikt nie czekał. Musiałem uczyć się wszystkiego od początku, tyle że na własną rękę i za własne pieniądze.

Do dziś w uszach dudni mi zdanie, które usłyszałem kiedyś od jednej nauczycielki w liceum, która rzekła pewnego razu, że dobry dydaktyk nie musi być dobrym pedagogiem. Przecież jest w szkole pedagog. (sic!) Wtedy byłem mały i uwierzyłem. Dzisiaj jestem duży i uważam, że nauczyciel, który uważa, że ma przekazać zakres materiału, a kwestie relacji, emocji i umiejętności miękkich to już zadanie pedagoga, do którego w szkole i tak nikt nie chodzi, nie powinien uczyć.

Wracając do sedna. Dość już dyskusji o tym czy lepiej zaczynać edukację mając lat 6, czy 7. Jest olbrzymia praca do wykonania. Jest też światełko w tunelu, że są szkoły, które przygotowują nie tylko do niewiele znaczących egzaminów, które mają zaszufladkować młodych ludzi na długie lata, ale przygotowują też do życia. Wierzę, że w następnych latach uda się nam, Polakom, wyjść poza skostniały schemat uczenia bzdur, bo tak program zakłada. Wierzę, że uda się nam spojrzeć na młodych ludzi, jak na tych, którym oprócz wiedzy przedmiotowej, trzeba dać pewność siebie, poczucie wartości, umiejętności komunikacji i świadomość, że olbrzymim motorem napędowym do osiągania sukcesów jest pasja. Wtedy będziemy mogli uczyć nawet 4-latki.
To już działa. Teraz czas stworzyć to u nas.
Trwa ładowanie komentarzy...